|
     
Piotruś ur. 07.05.04 zm. 20.08.04

 Kiedy Piotruś wleciał przez otwarte okno sypialni, matka jego spała. Piotruś usiadł cichutko w nogach jej łóżka i uważnie jej się przypatrywał. Ramię matki podłożone pod głowę tworzyło w poduszce wgłębienie, które, wysłane puchem bujnych, jedwabistych włosów, podobne było do najcudniejszego gniazdka. Piotruś nie mógł oczu oderwać od jej ślicznej twarzy i delikatnych koronek, zdobiących jej bieliznę i pościel. Niezmiernie był dumny, że ma taką śliczną mamę. O matko! Gdybyś wiedziała, kto siedzi na twoim łóżku szepnął po cichutku. Delikatnie pogładził rączką maleńkie wzniesienie zarysowane na kołdrze przez jej stopy; z wyrazu matki poznał, że sprawiło jej to przyjemność. Wiedział, że wystarczyłoby szepnąć jedno najcichsze słówko, a przebudziłaby się natychmiast, bo matki budzą się zawsze na najlżejsze poruszenie swych dzieci. Z ust jej wydarłby się okrzyk radości, ramiona objęłyby go mocnym, gorącym uściskiem. (...) Czemuż jednak Piotruś siedzi tak długo w milczeniu na brzegu łóżka? Czemu nie powie swojej matce, że powrócił do domu? Właśnie z trudem usiłował przecisnąć nóżkę przez rękawek koszulki, kiedy nagle wskutek skrzypnięcia szuflady matka przebudziła się i szepnęła Piotrusiu! głosem tak słodkim i rzewnym, jakby to było najmilsze słowo na świecie. Piotruś siedział bez ruchu i patrzył na matkę z zapartym oddechem. Nie mógł wyjść ze zdumienia, że matka już wie, że synek jej powrócił do domu. Ale gdyby była raz jeszcze powtórzyła Piotrusiu!, byłby zerwał się z podłogi i rzucił się jej w ramiona z okrzykiem mamusiu! Ale matka westchnęła tylko cichutko, a kiedy Piotruś popatrzył na nią, spała jak przedtem, tylko po twarzy jej spływały dwie srebrzyste łzy. Piotrusiowi zrobiło się bardzo przykro i oto, co zrobił: usiadł na brzegu łóżka i zagrał na fujarce najpiękniejszą kołysankę. Kołysankę tę ułożył sam dla swojej matki na melodię tego słodkiego szeptu Piotrusiu ,jaki przed chwilą z ust matki posłyszał. I grał dopóty, póki na twarzy matki nie dojrzał cichej, głębokiej szczęśliwości.
J.M.Barrie "Przygody Piotrusia Pana"
rozdz. IV (fragmenty) Po dzwonku
               
|