Start 2005 Pamieci ... Julia Urszula (22.07.2003), Alicja Apolonia (26.05.05)

  Julia Urszula
zm. 22.07.2003r.

Alicja Apolonia
zm. 26.05.05 r.

 
 
Opowieść o krainie

Tam nic nie jest takie jak tu
nawet powietrze pachnie inaczej
żyją niewidzialni

Umarli...

w swoim świecie mają zupełnie inne prawa
ich muzyke słyszą tylko skamieniałe anioły
każdy dzień widzą

na nowo...

zaczynają od początku
mogą tak w nieskończoność
inne już pragnienia

rodzą się...

nowe oddechy zbudzone z zawieszenia
wszystko czyste i białe
niewinnie

w krainie Bożej miłości.

W krainie Bożej miłości

Nie wiem, jak to jest nosić swoje dziecko pod sercem.
Nie wiem, jak to jest być matką. Mam 17 lat.
Julia i Alicja to moje siostry. Tak naprawdę nigdy
ich nie poznałam. Nie zdążyły się urodzić
i poznać świata. Nawet ich imiona są symboliczne.
Gdy umarły były tak maleńkie, że trudno było określić ich płeć.
Mimo to były i nadal są dla mnie kimś wyjątkowym,
kto odmienił moje spojrzenie na świat i jego wartości.
Zawsze chciałam mieć dużo rodzeństwa.
Uwielbiam swojego o 3 lata młodszego brata ale on mi
nie wystarczał. Ciągle dręczyłam mamę pytaniami,
kiedy znów będę mieć rodzeństwo. Ktoś mi powiedział,
żebym zaczęła się o to modlić.
Zaczęłam z dziecięcą wiarą prosić Boga,
by dał mi brata lub siostrę. Byłam przekonana, że mnie wysłucha.
Jednak czas mijał, a ja nadal miałam tylko brata.
Zaczęłam już wątpić, że modlitwa się spełni.
Kiedy powoli zapominałam o dziecinnych marzeniach,
pewnego dnia domyśliłam się, że mama zaszła w ciąże.
Miałam wprawdzie 14 lat, ale nie uważałam tego za ,,wstyd".
Cieszyłam się, perspektywą maleństwa, choć mama
nie potwierdziła moich przypuszczeń...
Zrobiła to, gdy Julka umarła. Do końca życia zapamiętam
ten dzień. Było tak ciepło i tak pięknie, a ja dowiadywałam się,
że miałam mieć rodzeństwo, ale umarło. Mój świat się zawalił.
Owszem, wiedziałam, że dzieci czasem umierają
przed narodzeniem, ale nigdy nie przypuszczałam,
że umrze TO dziecko. Zapytałam mamę, gdzie będzie grobek,
a mama powiedziała,
że nie wie, czy oddadzą jej moją siostrę. Wpadłam w szał.
,,Nie będzie leżeć w śmietniku, jak niechciane, bo ja je chciałam"-
krzyczałam. Musiałam je mieć choć po śmierci.
Mama obiecała, że postara się je zabrać.
Nie wiem, czy sama w to wierzyła... Choć dziecko nie żyło,
tamtego wieczoru modliłam się o cud. Ciągle wierzyłam,
że lekarze się mylą, że będzie dobrze.
Błagałam Boga, żeby mi nie zabierał mojej siostry
(czułam, że to dziewczynka). Cud się nie wydarzył...
Julię, maleńką jak okruszyna chleba zobaczyłam w słoiczku z


formaliną. Tylko tak mogła do nas wrócić...
Nie była żadnym płodem, jak mówi fachowa literatura.
Była dzieckiem. Miała rączki, nóżki,
nawet oczka... Wszyscy byliśmy przygnębieni,
ale najbardziej płakał wtedy mój jedenastoletni wówczas brat.
On rozumiał tylko tyle, że właśnie ogląda zwłoki swojej siostrzyczki,
z którą nigdy się nie pobawi. Trzymał słoiczek na kolanach
i kołysał się tak, jakby chciał utulić dziecko do snu.
To było bardzo smutne i piękne zarazem. Dla niego też
to nie był żaden płód. To był ,,jego aniołek"...


Gdy Julka została pochowana razem ze swoją ciocią,
która umarła po urodzeniu, nadszedł dla mnie czas refleksji.
Zastanawiałam się, kto zawinił. Dlaczego pijacy
mają zdrowe dzieci, a uczciwi ludzie starają się o nie latami?
Stawiałam sobie setki pytań bez odpowiedzi. Najgorsze było to,
że w domu nie mówiło się o Julii, a ja tak bardzo chciałam
żeby ktoś mnie zrozumiał. Nie mogłam liczyć na swoje koleżanki,
które jeśli w ogóle coś mówiły, to tylko teksty w stylu:
,,weź się w garść, przestań o tym myśleć".
A ja nie umiałam... Zamknęłam się w swoim
świecie bólu i co wieczór rozmawiałam z siostrzyczką.
Wierze, że słyszała mnie wtedy i nadal słyszy.


Kiedy myślałam, że już nigdy się nie uśmiechnę poznałam
swoją pierwsza najlepsza przyjaciółkę. To ona uświadomiła mi,
że mam prawo do swoich łez i smutku.
Była jedyna osobą, której mogłam opowiedzieć o Julce.
Nie wiem, czy kiedykolwiek zdołam odwdzięczyć jej się za to,
co dla mnie wtedy zrobiła... Jednak mój odbudowywany
świat miał się zawalić po raz drugi.  Niecałe dwa lata później
mama ponownie zaszła w ciąże.
Tym razem nie ukrywała tego, od razu powiedziała też,
że życie dziecka jest zagrożone... Nie potrafiłam się cieszyć...
Cały czas bałam się, że znów się nie uda.
Poprosiłam wszystkich znajomych o modlitwę,
sama modliłam się wtedy jak nigdy w życiu.
Każdego wieczora dziękowałam Bogu,
że dziecko jeszcze żyje i błagałam, by następnego dnia
jej nie zabierał... Nie myślałam, co będzie za miesiąc, dwa.
Liczyła się chwila obecna, a upływający czas dawał nadzieje,
że tym razem moje marzenia się spełnią. Niestety,
czekały na mnie tylko łzy...O wiele krócej  niż
Julce dane było Ali żyć. W Dzień Matki Sześciotygodniowa
kruszynka odeszła do swojej siostry. Nie prosiłam Boga o cud.
Nie prosiłam już o nic. Bóg stał się dla mnie mordercą
niewinnych dzieci. Cała swą złość kierowałam na Niego.
Może kiedyś wybaczy mi moje zachowanie...
Chciałam tylko mieć rodzeństwo... Śmierć sióstr bardzo
mnie zmieniła. Wcześniej spokojna, teraz po raz
pierwszy poznawałam smak papierosów i alkoholu.
Wydawało mi się, że skoro Bóg
mnie zawiódł, ja też mam prawo zawieść Jego.
Zerwałam kontakty ze znajomymi, całe dnie spędzałam teraz
na cmentarzu. Myślałam wtedy o samobójstwie
ale nie chciałam ranić mamy. Nienawidziłam świata i ludzi,
małe dzieci budziły we mnie wstręt...


Chciałam zapomnieć o Bogu, ale im bardziej tego pragnęłam,
tym bardziej mi go brakowało. W dwa miesiące po śmierci
Ali pojechałam na oazę. Byłam tam jedyną osobą,
która nie przystępowała do Komunii. Gdy wszyscy trwali
w dziękczynieniu, ja płakałam i prosiłam Boga,
żeby mnie odnalazł bo ja już go nie znajdę. Odnalazł. Spowiedź , jaką wtedy przeżyłam,
była najlepsza w moim życiu. Pojednanie z Bogiem było
kluczem do pojednania ze światem. Choć nadal cierpiałam,
powolutku zaczynałam zauważać małe radości...


Dziś, po 3 latach od śmierci Julii i roku po stracie Ali inaczej
Postrzegam życie. Stałam się bardziej dojrzałą osoba.
Wiem już, jaką wartość ma ludzkie życie i jak jest ulotne...
Zdaje sobie sprawę, że nie zdołałam opisać Wam dokładnie
swojej historii. Mimo to jestem szczęśliwa,
że mogłam opowiedzieć o Julce, Ali i ich roli w moim życiu.
Dla mnie każde dziecko, które odchodzi jest małym bohaterem... Nie tylko dla swoich
rodziców...

                                 siostra małych aniołków   

  

 Gościnności nie zapominajcie; przez nią bowiem niektórzy,
nie wiedząc o tym, aniołów gościli.
HEBR. 13, 2 (BW)

        

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama